Dziś parę słów o wrażeniach z lektury majowego numeru NF. Wieje z niego smutkiem za sprawą dwóch felietonów – autorstwa Rafała Kosika i Petera Wattsa. Obaj załamują ręce nad fantastyką naukową, każdy z nich z innego powodu.
“Ludzie są coraz mniej ciekawi obrazu prawdziwego świata” pisze Rafał Kosik. Ten punkt widzenia uważam za zdecydowanie zbyt wąski, czarno-biały i skażony tym, co na własny użytek nazywam szowinizmem temporalnym – czyli analizą określonych zjawisk wyłącznie z perspektywy czasu teraźniejszego. Nauka, mówi Rafał, stała się dziś czymś tak trudnym i skomplikowanym, że autor twardej SF ma przed sobą tylko dwa wyjścia – albo napisać o czymś w sposób równie trudny i skomplikowany, odstraszając od swego dzieła wszystkich prócz kilku ekspertów w danej dziedzinie, albo wręcz na odwrót, olać i niczego nie wyjaśniać, tym samym właściwie przekreślając cały sens fantastyki naukowej. Zdaniem RK proza pisana podług konwencji nr 1 to ta dobra, i im gęstsza od żargonu, szczegółowych tłumaczeń oraz innych super-technikaliów, tym lepsza. A że dzisiejszy “przeciętny czytelnik” nie jest już ni diabła zainteresowany, jak to czy tamto (np. komputer kwantowy lub Wielki Zderzacz Hadronów) działa na odpowiednio głębokim poziomie złożoności, więc i po ową dobrą (wg. definicji Rafała) literaturę fantastycznonaukową już w ogóle nie chce sięgać. Woli fantastykę lekką, łatwą, przyjemną i naiwną. Wniosek? Hard SF stało się gatunkiem błyskawicznie i nieuchronnie wymierającym. Pozwolę sobie zupełnie się z tym nie zgodzić. Więcej…



